Turyści słów. W linowej kolejce.
Mówimy coraz bardziej stromo.
Malujesz usta nad przepaściami.
Skąd ci przyszła do głowy ta aluzja?
Przed nami droga. Szeptem w dół.
Coraz krótszy oddech znaczeń.
Życzliwy kamień potyka się o nas
kiedy wracamy do miasta.
Tak bardzo sobie bliskoznaczni.
Niektórzy nazywają to miłością.


Zrób coś wreszcie.
Żywi nie są cierpliwi.

Ukrywam przed wszystkimi
Twoją śmierć.

Nadal razem bywamy
na wielkich przyjęciach.

Zacieram wszystkie ślady
za cmentarną bramą.

Nie ufaj śmierci.

Wieczny odpoczynek
to tylko wakacje.