Turyści słów. W linowej kolejce.
Mówimy coraz bardziej stromo.
Malujesz usta nad przepaściami.
Skąd ci przyszła do głowy ta aluzja?
Przed nami droga. Szeptem w dół.
Coraz krótszy oddech znaczeń.
Życzliwy kamień potyka się o nas
kiedy wracamy do miasta.
Tak bardzo sobie bliskoznaczni.
Niektórzy nazywają to miłością.


Wy
którzy piszecie do mnie listy
bewstydnie młodzi łucznicy
napinający mięśnie słów
czy widzicie perfekcyjną choreografię pustki?

I kiedy już ta przestrzeń
wejdzie wam w krew.

I kiedy ta równina
gładka jak plaster lodu
wejdzie wam w krew.

I kiedy ta parzysta łatwość życia
wejdzie wam w krew.

Uwaga: Stopień
Nastąpi gwałtowna zmiana kierunku.

A kiedy osiągniecie cel
dalej iść będzie
już tylko kierunek.