Tragarze. Pod moją stałą obserwacją.
Idę za nimi zabezpieczając ślady.
Tropiąc ich długie zaszyfrowane palce.
Śmiertelne wełniane płaszcze
z metalowymi guzikami
nadawczo-odbiorczymi.
Wchłaniam ich bezdomny aromat.
Podziwiam nałóg dźwigania.
Przechodzą właśnie na drugą stronę
mojej pięćdziesiątki piątki.
Czasem przystają pod prąd.
Nie słyszą nawet
zachrypniętego wiersza
wydobywającego się z megafonu walizki.
Wy
którzy piszecie do mnie listy
bewstydnie młodzi łucznicy
napinający mięśnie słów
czy widzicie perfekcyjną choreografię pustki?
I kiedy już ta przestrzeń
wejdzie wam w krew.
I kiedy ta równina
gładka jak plaster lodu
wejdzie wam w krew.
I kiedy ta parzysta łatwość życia
wejdzie wam w krew.
Uwaga: Stopień
Nastąpi gwałtowna zmiana kierunku.
A kiedy osiągniecie cel
dalej iść będzie
już tylko kierunek.