Sklepy zoologiczne.
Obóz internowanych
z mojego dzieciństwa.

Świnki morskie. Papugi. Knarki.
Chorowity zapach niewoli.
Trociny wydarzeń.

W domu wypluwałam depresję.
Kotka Antygona nie pokazała się wiecej.
Łapki na myszy pod Verdun
i potem ciąg dalszy aż do Auschwitz.

Nie wiedziałam czym to się skończy
kiedy zgłaszałam się do życia.
Na ochotnika.


Tragarze. Pod moją stałą obserwacją.
Idę za nimi zabezpieczając ślady.
Tropiąc ich długie zaszyfrowane palce.
Śmiertelne wełniane płaszcze
z metalowymi guzikami
nadawczo-odbiorczymi.
Wchłaniam ich bezdomny aromat.
Podziwiam nałóg dźwigania.
Przechodzą właśnie na drugą stronę
mojej pięćdziesiątki piątki.
Czasem przystają pod prąd.
Nie słyszą nawet
zachrypniętego wiersza
wydobywającego się z megafonu walizki.