Które z nas pamięta jeszcze
wspólny wyjazd do Włoch.

Zostaliśmy zakwaterowani
w Teatro alla Scala.
W samym gardle opery.
Z widokiem na geniusz.

Wpatrywaliśmy się w siebie
powietrze przecinając wzrokiem.
Na twój espressivo sopran
odpowiadał natychmiast mój tenor.

Teraz milczymy uporczywie
w zapleśniały talerz
chociaż
nie mamy powodu do narzekań.

Spłaciliśmy długi. Skończyliśmy budowę domu.
Śmierć przeszła już na naszą własność.


Jak ciężko jest patrzeć w te szyby podłużne, 
Kobiety półsenne róż z twarzy strzepują,
A obok posępni przechodzą podróżni,
Za nimi jest pejzaż....wojsko maszeruje...

W pejzażu są stoły. Na stołach jest wino.
Przy stole dziewczyna. W dziewczynie jest śmiech.
A w śmiechu jest smutek. I wszystko jak w kinie
W tych szybach podłużnych. W dziewczynie jest śmiech...

I ciężko jest patrzeć: kobiety półsenne...
W kobietach jest miłość. W miłości jest kres.
A potem już tylko są szyby podłużne
I smutek...podróżni...w miłości jest kres.

W podróżnych jest pociąg, stukają w nim koła.
A w kołach jest wieczność, w wieczności jest strach
A w strachu jest cisza. A w ciszy najciszej...
W podróżnych jest pociąg i ciągła kół gra...

Jak ciężko jest patrzeć-wojsko maszeruje...
W żołnierzu jest kula. A w kuli jest śmierć.
A w śmierci jest wszystko. I nic nie ma w śmierci.
A w śmiechu jest smutek. W miłości jest kres.

Przy stole dziewczyna. W dziewczynie jest serce.
A w sercu jest żołnierz. W żołnierzu jest kula.
I ciało żołnierza już ziemia przytula...
I płacze dziewczyna...mijają podróżni...