My z drugiej połowy XX wieku
rozbijający atomy
zdobywcy księżyca
wstydzimy się
miękkich gestów
czułych spojrzeń
ciepłych uśmiechów

Kiedy cierpimy
wykrzywiamy lekceważąco wargi

Kiedy przychodzi miłość
wzruszamy pogardliwie ramionami

Silni cyniczni
z ironicznie zmrużonymi oczami

Dopiero późną nocą
przy szczelnie zasłoniętych oknach
gryziemy z bólu ręce
umieramy z miłości


Zrób coś wreszcie.
Żywi nie są cierpliwi.

Ukrywam przed wszystkimi
Twoją śmierć.

Nadal razem bywamy
na wielkich przyjęciach.

Zacieram wszystkie ślady
za cmentarną bramą.

Nie ufaj śmierci.

Wieczny odpoczynek
to tylko wakacje.