My z drugiej połowy XX wieku
rozbijający atomy
zdobywcy księżyca
wstydzimy się
miękkich gestów
czułych spojrzeń
ciepłych uśmiechów

Kiedy cierpimy
wykrzywiamy lekceważąco wargi

Kiedy przychodzi miłość
wzruszamy pogardliwie ramionami

Silni cyniczni
z ironicznie zmrużonymi oczami

Dopiero późną nocą
przy szczelnie zasłoniętych oknach
gryziemy z bólu ręce
umieramy z miłości


Te 
które podajemy
do dymisji.

Te
które nam się podają
za ręce.

Te
którymi mocno trzymamy się
za głowę.

Wszystkie
które dają nam
wolną rękę
przy wyborze decyzji.

Te
które wymykają się
z rąk.

Ręce
na których zawsze można polegać
jak na poległych.